Nie ma wątpliwości, że ostatni wywiad premiera Włoch Mario Montiego wywołało sporo kontrowersji, rozżaleń oraz mocnej krytyki w stronę wypowiadającego się polityka. W pierwszej kolejności odpowiedziała Komisja Europejska, jednak swojego zdenerwowania nie chcieli kryć także politycy niemieccy, którzy nie pozostawili na Montim suchej nitki. Przypomnijmy, że owy kontrowersyjny wywiad ukazał się na łamach niemieckiego tygodnika Der Spiegel. Monti zasugerował w nim, że w sprawach unijnych rządy poszczególnych krajów powinny być bardziej niezależne od parlamentów swoich krajów. Swoje trzy grosze dorzuci szef niemieckiej dyplomacji – Guido Westerwelle – który oświadczył, że parlamentarna kontrola polityki europejskiej nie podlega żadnej dyskusji. Po chwili dodał, że Europa potrzebuje wzmocnienia, a nie osłabienia demokratycznej legitymacji. Według wielu ekspertów ton debaty politycznej wkracza na bardzo niebezpieczny poziom. W chwili kiedy Unia Europejska zmaga się z kryzysem, nie należy dążyć do toczenia słownej walki politycznej, gdyż wynik może być naprawdę opłakany w skutkach. Wywiad Montiego był prawdziwą płachtą na byka, a w konsekwencji przyczynił się do zaciętej dyskusji w Niemczech. Monti ocenił jednak, że każdy kraj powinien kierować się decyzjami parlamentu, jednak jego zdaniem każdy rząd ma prawo i obowiązek do wychowywania parlamentu. W tym wypadku rozpad Europy byłby o wiele mniej prawdopodobny, niż z chwilą kiedy to rządy miały by związane ręce. To z pewnością nie spowodowałoby głębszej integracji.
Wiceprzewodniczący frakcji SPD – Joachim Poss – w wywiadzie dla gazety Rheinische Post wspomniał, że narodowe parlamenty mają wzmacnia, a nie osłabiać ogólną akceptację dla wspólnej waluty jaką jest euro – powinny też być w stanie wzmocnić ratowanie euro. Eksperci są jednak zdania, że problemem całej Wspólnoty jest nie zbyt wiele demokracji, ale zbyt mało praworządności.