Rząd w Lizbonie poinformował, że zrezygnuje z dalszej pomocy kredytowej oferowanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Unię Europejską. Ostatnia transza kredytu miała wynieść 2,6 miliarda euro, jednak Portugalia uznała, że pieniądze są jej już nie potrzebne. Eksperci zauważają jednak, że chodzi ponowne wdrażanie programu oszczędności, którego rząd będzie chciał się ustrzec. Rezygnacja z pożyczki nie będzie więc zobowiązywać do drażliwych reform, który kraj ten doświadczył w ostatnim czasie naprawdę wiele. Minister finansów Maria Luis Albuquerque poinformowała, że jest to dobry ruch ze strony rządu, ale będzie też oznaczał zmiany, bo skądś pieniądze trzeba będzie pozyskać – pytanie tylko skąd.
Albuquerque wyjaśnia, że ponowne uruchomienie programu pomocy dla Portugalii mogło by też doprowadzić do utraty wiarygodności w oczach inwestorów, co zdecydowanie nie było by na rękę w obliczu licznych planów Lizbony. Brak zainteresowania ze strony inwestorów mógłby również postawić pod znak zapytania wszystkie dotychczasowe postępy, które Portugalia poczyniła w ramach uzdrawiania swojej gospodarki – a jak wiem, nie było ich mało.
Czy oznacza to, że rząd w Lizbonie tak naprawdę nie potrzebuje dodatkowych pieniędzy? Potrzebuje, jak każdy kraj, ale tą kwotę jest w stanie uzyskać w inny sposób. Jednym z nich jest obniżenie płac w sektorze publicznym z planowanych 3,5 do 10 procent. To całkiem sporo, ale koszty trzeba rewidować. Przyjęcie 2,6 miliardów euro będzie oznaczać jednoznaczne, że rząd zobliguje się do dalszego planu oszczędności. Na szczęście, będzie inaczej.