Kolejny protest polskich urzędników. Bydgoscy urzędnicy napisali petycję do premiera. Rząd obiecywał wiele, a nie zrobił nic.

Żyją jak biedaki, pomagają im najbliżsi, zimą wyłączają lodówkę. Nikt o nich nie myśli. Zarabiają niecałe 2200 złotych na rękę przy 20-letnim stażu pracy. Bydgoscy urzędnicy mówią głośno o swoich zarobkach.

Urzędnicy z Bydgoszczy skarżą się na rażąco niskie zarobki. Mówią, że od lat ich wynagrodzenia stoją w miejscu. A miało być tak pięknie. Obecny rząd wiele obiecywał, ale do tej pory sektorze budżetowym nie pomógł. Na dodatek skalę problemu i niesprawiedliwości podsycają obecne premie przyznane ministrom. Dla rządu na podwyżki pieniądze się znajdują, a tym najmniej zarabiającym nikt podwyżek ani premii nie daje.

Problem sięgnął apogeum co obecnie przeobraziło się w strajk bydgoskich pracowników sfery budżetowej. Prawo i Sprawiedliwość obiecywało, że poprawi ich sytuację materialną, ale na słowach i obietnicach się skończyło.

W rezultacie związkowcy „Solidarności” napisali petycję do premiera Mateusza Morawieckiego, w której proszą o poprawę ich sytuacji i zajęcie się ich sprawą m.in. poprzez stopniowy wzrost płac co rok oraz unowocześnienia budynków, w których są zatrudnieni.

Petycję wysłali także do Mikołaja Bogdanowicza, który jest wojewodą kujawsko-pomorskim, gdyż ten otrzymał od byłej premier Beaty Szydło premię w wysokości 25 tysięcy złotych, która to premia była największa wśród wszystkich wojewodów.

Jak relacjonuje Pani Hanna Kurkiewicz, która jest pracownikiem cywilnym policji, zarabia 2399 zł, pracując już 20 lat. Zdarza się tak, że jej 24-letnia córka kupuje jej jedzenie do lodówki.

Pani Janina Redelbach na stanowisku urzędnika w Urzędzie Statystycznym w Bydgoszczy zarabia 2200 złotych miesięcznie na rękę, pracując również już przeszło 20 lat.

Pani Lucyna Rydz, zatrudniona w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy opowiada, że zna pracowników, którzy podczas zimy trzymają jedzenie za oknem, wyłączając lodówkę, by po prostu coś zaoszczędzić.

Przewodniczący komitetu protestacyjnego – Mariusz Kolasiński – żali się, że wysokie premie dostają ministrowie, którzy mało nie zarabiają, a tacy zwykli szarzy ludzie, jak urzędnicy, muszą liczyć grosz do grosza.

Urzędnicy z Bydgoszczy pragną godnie żyć i będą walczy o poprawę swojej sytuacji, aż do skutku. Mają nadzieję, że ludzie nad nimi wysłuchają ich próśb i w końcu ruszy się coś w związku z ich wynagrodzeniami. Chcą, żeby traktowano ich z godnością, bo przecież wykonują pracę dla państwa, a państwo w żaden sposób im za to nie dziękuje, a tym bardziej nie wynagradza odpowiednio.

Zapewne śladem bydgoskich urzędników pójdą inni pracownicy sfery budżetowej, którzy czują się oszukani przez rząd.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o