Na ostatnim posiedzeniu FED zdecydował o nie podnoszeniu stóp procentowych z obecnego poziomu 0 do 2,5%. Decyzja została uzasadniona tym, że wciąż istnieje ryzyko dużego spowolnienia gospodarczego na terenie Stanów Zjednoczonych. Urzędnicy chcą więc być ostrożni i przewidujący co do najbliższych wydarzeń.
Część amerykańskich specjalistów zdaje sobie sprawę z tego, że strefa euro może się rozsypać jak domek z kart – wystarczy bankructwo Włoch, czy Grecji, a inne państwo wystąpią, bądź też zostaną wyrzucone z Wspólnoty. Pomimo obecnych perturbacji na światowych rynkach FED zapewnia, że dalej będzie kontynuował sprzedaż krajowych obligacji skarbowych na rekordową kwotę 400 mld dolarów. Z zysków ze sprzedaży trzy- i czteroletnich obligacji będą regulowane zobowiązania tych dziesięcioletnich. Pytanie tylko, czy to nie kolejna bańka spekulacyjna. Łatwo bowiem sobie wyobrazić, co by się stało gdyby krótkoterminowe obligacje nie znalazły swoich nowych nabywców. Według amerykańskich ekonomistów sytuacja na rynku USA z miesiąca na miesiąc się poprawia. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo lekkich wzrostów np. sprzedaży detalicznej, bezrobocie w kraju utrzymuje się stale na niezmiennym poziomie, a w niektórych regionach wręcz rośnie. Budzi to niechęć Amerykanów do obecnej władzy, co nie jest do końca sprawiedliwe. Bowiem mało który Kowalski rozumie, że jego pusty portfel to nie zawsze wina lokalnych polityków.
Kolejne posiedzenie FED w sprawie stóp procentowych już 25-26 stycznia 2012 roku. Zapewne spekulanci będą już teraz się zakładać, jaka będzie decyzja: utrzymanie na obecnym poziomie, czy wzrost. Nieoficjalnie mówi się jednak na rynku, że raczej to drugie.