Obecnie to właśnie Stany Zjednoczone uważane są za „prekursorów” kryzysu gospodarczego. Zdaniem specjalistów w USA budzi się jednak ogromna rewolucja przemysłowa, która może nie tylko znacznie rozwinąć Amerykę, ale być może nawet i cały świat. Niewykluczone, że już za kilka lat Ameryka będzie największym producentem energii na świecie. Niemożliwe? A jednak!
Citi prognozuje, że już za 8 lat wydobycie ropy naftowej i gazu będzie rosło w USA w zastraszającym tempie. Wszystko przez stałe wdrażanie coraz to nowszych technologii, które pozwolą na pozyskanie niezbędnego surowca ze wszystkich możliwych źródeł. Rzekomo już za dwa lata Stany Zjednoczone wyprzedzą takie kraje, jak Arabia Saudyjska czy Rosja pod względem sprzedawanego paliwa. Zdaniem ekspertów produkcja paliw płynnych w Ameryce wzrośnie do 2020 roku aż dwukrotnie. Prognozuje się, że napędzi to przemysł energetyczny, który już za parę lat może być najprężniej działającym na całym świecie. Jeśli prognozy Citi się spełnią, to niewykluczone że Stany Zjednoczone ponownie staną się przykładem dobrobytu dla wszystkich – od robotnika po lekarza. Wielu zadaje sobie jednak pytanie, czy to w ogóle możliwe. Zagłębiając się w analizy Citi można śmiało powiedzieć, że tak. Pytanie tylko, czy Amerykanie chcą ponownie „być na szczycie”.
Jeśli amerykański rząd poprowadzi „konkretna osoba”, a do tego Kongres nie będzie się wtrącał w regulacje dotyczące biznesu, to nie wykluczone że już za niedługo Ameryka ponownie stanie się najprężniej działającą gospodarką na świecie. Obecnie wydaje się to jeszcze być swoistym marzeniem, ale kto wie – w końcu wiele marzeń się ulega spełnieniu.